Poznaj #RzTŻ2021! Wywiad z nowym trenerem Michałem Widerą!
Data dodania: 03 grudzień 2020 r.

Poznaj #RzTŻ2021 to nowy cykl, w którym co tydzień będziemy przepytywać jednego z członków drużyny RzTŻ w sezonie 2021! Znajdziecie tu rozmowy zarówno z nowymi twarzami, jak i z zawodnikami, którzy reprezentowali barwy RzTŻ w jego debiutanckim sezonie 2020. Dzisiaj przepytaliśmy sprawcę całego "zamieszania". Przeczytajcie koniecznie rozmowę z trenerem Michałem Widerą, aby dowiedzieć się, co mamy na myśli!

 

 

Bartosz Komsta, RzTŻ: Na wstępie proszę uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić przebieg rozmów z Pańskim nowym pracodawcą. Która strona wpadła jako pierwsza na pomysł, aby drużyna w sezonie 2021 była prowadzona przez Pana? Kto zainicjował rozmowy?

Michał Widera, nowy trener Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego: Jeśli mam być szczery to na urlopie od żużla było mi dobrze, może nawet za dobrze. Odkąd zakończyłem pracę w środowisku żużlowym, co roku pojawiały się oferty, aby wrócić, ale odmawiałem głównie ze względu na swoją firmę i mój komfort psychiczny. W tym roku zarząd RzTŻ się ze mną skontaktował jako pierwszy, a intensyfikacja połączeń wskazywała, że mój czas spokoju się nieubłagalnie kończy (śmiech).

Oczekiwania względem Was jako drużyny są już teraz bardzo wysokie, szczególnie ze strony miejscowych kibiców, którzy rok temu tęsknili za powrotem żużla, a teraz marzy im się coś więcej niż spokojne przejechanie sezonu. Dużo mówi się o awansie. Czy wobec tego zarząd klubu postawił przed Panem jakieś ściśle określone cele na przyszły sezon?

Oczywiście celem jest walka o awans, tym niemniej dla mnie ważniejsza jest droga, jaką musimy przejść. Sukces drużyny polega na tym, by codziennie stawać się lepszym zawodnikiem. Z każdym dniem zarówno zawodnicy, jak i trener muszą formować się na lepsze przynajmniej o jeden procent w wielu aspektach. Z każdym kolejnym sezonem muszą być lepszą wersją samego siebie. Wynik jest efektem procesu. Potrzebujemy intensywnej i systematycznej pracy z każdym zawodnikiem i na tym będziemy się skupiać od momentu podpisania kontraktu.

Pana nazwisko rozpoczęło prezentację nowych twarzy w RzTŻ. Czy kolejne ogłaszane nazwiska w zespole były Pańskimi pomysłami na budowę tego zespołu? Kto bierze odpowiedzialność za utworzony skład personalny? 

Moje sugestie dotyczące składu były brane pod uwagę od momentu, kiedy ustaliliśmy warunki współpracy. Od finalnej rozmowy z prezesem Janem Madejem wziąłem sprawy w swoje ręce i pod tym względem mamy do siebie pełne zaufanie. Ostatecznie zakończyliśmy szycie składu na miarę bez długich nogawek. Utworzony skład jest przede wszystkim dopasowany do finansów. Awansować za miliony to nie sztuka.

Przez moment w kuluarach w kontekście startów w RzTŻ wymieniani byli m.in. Peter Kildemand, Josh Grajczonek czy wychowanek rzeszowskiej Stali Paweł Miesiąc. Ostatecznie do Pana kadry dołączyli Andriej Karpow, Sam Masters, Hubert Łęgowik i Karol Baran. Jest Pan zadowolony z przebiegu okna transferowego?

Widzę w zespole zawodników z jakością, świadomych i chętnych do pracy. Nie ma miejsca na indywidualności. W lidze będziemy funkcjonować jako jedna całość. Awans uzyskuje kolektyw czyli drużyna - tu nie odkryjemy nic nowego - najrówniej jadąca, zatem nie chcemy mieć w składzie dziur w żadnej formacji. Od juniorów, przez U24 kończąc na seniorach i na to mamy wpływ, podobnie jak na atmosferę w drużynie. I odwrotnie: na pandemię i kontuzje żaden, a na awarie sprzętu i wizy zawodników mały.

W klubie ma pozostać dotychczasowy trener Janusz Stachyra, który ma z Panem współpracować. Jak ma wyglądać ta współpraca i podział obowiązków? Czy trener Stachyra będzie odpowiedzialny za prace torowe?

Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, że dwoje ludzi ma podział obowiązków i pracuje dla dobra klubu za ustalone wynagrodzenie. W mojej firmie zatrudniam ludzi świetnie wyspecjalizowanych, którzy są odpowiedzialni za swój zakres prac, a moim zadaniem jest koordynacja wszystkich działań i scalanie w jeden dobrze funkcjonujący system.

Rzeszowski tor może być Waszym atutem? Wielu zawodników uważa go za łatwy, a kibice od lat narzekają na małą widowiskowość zawodów. Czy jest szansa, aby to się zmieniło?

Na każdym torze wpisanym w boisko piłkarskie występuje podobny problem i tego nie przeskoczymy. Prawda jest taka, że tendencja przygotowania torów jest "twardsza i komisaryczna", a chcąc uzyskać handicap własnego toru trzeba
postępować z normami odgórnie obowiązującymi. Nie będę obiecywał gruszek na wierzbie, bo jestem realistą i nie zrobimy w Rzeszowie geometrii z Opola czy z Rawicza. Każdy może mieć szybki sprzęt, nawet w 2. Lidze Żużlowej, ale naszą rolą jest żebyśmy byli dobrze spasowani w domu i robili to sprawnie i szybko na wyjazdach.

 

 

źródło: WP SportoweFakty, Bartosz Komsta