niedziela, 20 październik 2019 17:26

Czas próby

Minął już miesiąc od czasu powstania Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego. Zewsząd słychać pochwały i dowody sympatii dla inicjatorów reanimacji żużla w Rzeszowie.
Pozytywnie zakręceni.
Obserwując z boku zapał i zaangażowanie nowych „twarzy” w branży wydaje się, że nie ma „ludzkiej siły” aby się nie udało. To prawdziwi pasjonaci, ludzie doświadczeni, Rzeszowiacy pamiętający czasy świetności żużla w Rzeszowie. To ludzie wykształceni, przedsiębiorcy, doradcy z wielu dziedzin życia, działacze żużlowi, którym leży na sercu sport żużlowy w Rzeszowie. Jednak to głównie pieniądze zdecydują czy manewr się uda, a nie nawet najlepsze chęci i rozum.
Potrzeba milion złotych.
Potrzeba na start, już w ciągu miesiąca 1mln zł aby uruchomić procedury skutecznego zgłoszenia drużyny do rozgrywek II ligi w sezonie 2000. Takich pieniędzy klub nie ma. Wszyscy zostali rzuceni na „głęboką wodę i spaloną ziemię”.
Brudy wszędzie.
Przy okazji organizacji turnieju okazało się, że z „każdej szafy” wypadają brudy w postaci nierozwiązanych do końca spraw. W sytuacji trwania bezkrólewia przez okres ostatnich 2 lat, struktury organizacyjne sekcji żużlowej oraz firm współpracujących przy organizacji zawodów uległy korozji i rozpasaniu. Niektórzy szeregowi pracownicy uwierzyli, że nie ma kontroli wewnętrznej ani odpowiedzialności za powierzone im mienie, a niektórzy zaczęli kreować się na stanowiska kierownicze. Próbują przestawiać władze klubu po kątach, decydować za nie, nawet w kwestiach czysto sportowych. Dotyczy to przede wszystkim podrzędnych przedstawicieli urzędu miasta oraz osób przygotowujących obiekt do zawodów żużlowych. Niektórzy z nich chcą przejąć od klubu te agendy, które przynoszą dochody i dyskretnie pozbawiać klub jakichkolwiek wpływów.
Bez pomocy ani rusz.
Władze klubu szanse powodzenia całego przedsięwzięcia upatrują we współpracy z Urzędem Miasta Rzeszowa i sponsorami. Urząd Miasta to nie tylko Prezydent Tadeusz Ferenc oddany kibic żużla ale przede wszystkim jego służby. Tutaj niestety nie ma już jednolitego stanowiska. Widać wyraźnie, że potrzeba jest natychmiast dalszych rozmów co do roli i pozycji miasta w relacjach z klubem. Bez znacznej pomocy miasta nie będzie żużla w Rzeszowie. Sponsorzy to nie tylko Pani Marta Półtorak nasz wielki przyjaciel ale przede wszystkim drobni sponsorzy. Tak jak w Lesznie czy innych miastach dzięki pomocy małych firm po 500, 1000 zł na miesiąc ale długofalowo i regularnie w ilości 100, 150 firm klub jest w stanie zapewnić stałe finansowanie drużyny żużlowej. Każdą wydaną złotówkę będziemy oglądać po kilka razy i rozliczać się z niej przed darczyńcą.
Trzeba zapłacić z góry.
Trzeba jednak zapłacić z góry, kiedy najtrudniej o pieniądze. Tak widzi to Prezes, Zarząd i Komisja Rewizyjna klubu. W klubie nie ma kunktatorstwa, to poważni ludzie ale wynik nie za wszelką cenę. Przyszli do klubu pracować na początek społecznie i bardziej z opcją dokładania do interesu niż brania. Dlatego oczekują od mieszkańców Rzeszowa zaangażowania, a od środowiska uczciwości. Jeżeli środowisko nie zaakceptuje ich warunków to albo się nie uda albo ogłoszą czarną listę osób persona non grata w klubie i to już wkrótce. Mówią, że wraca normalność i nie ma miejsca na stadionie dla cwaniaków i złodziei.

obserwator